Home

Advertisement

choroba duszy

  • Jan. 20th, 2009 at 10:17 PM
Amelia
Should i speak, when there's no one else in the room?
Should i walk, when there's nowhere else to go?
Should i be, when there's no one else to live for?




Zawsze zanim coś napiszę, zastanawiam się, czy warto. Moje słowa przecież niczego nie zmienią, nikogo nie uczynią mądrzejszym, uwazniejszym, nie zmuszą do refleksji. 

Czasami jednak mam potrzebę podzielenia się częścią siebie z bezkresną Głębią internetu, zanurzyć się w anonimowości, odpocząć. 

Byłam dziś u neurologa. Jednak moja wizyta nie jest tu wazna. Chodzi o mamę. już od miesiąca boryka się z wysuniętymi trzema dyskami. Wszystko byłoby dobrze, gdyby jej zmagania skończyły się na zabiegach laserem itp. Okazało się jednak, ze będzie musiała przejść operację. I doskonale wiem, ze nic jej się tak naprawdę nie stanie, ale operacje na kręgosłupie zawsze są ryzykowne. Niestety, jeśli nie przejdzie operacji, to wystarczy jeden upadek i będzie sparalizowana od pasa w dół do końca zycia. Nie wiem, jak sobie z tym poradzić. 


Meme

  • Jan. 11th, 2009 at 11:57 PM
sex god
Ukradnięte od Puśka.


1. Rej jest...
2. Rej kojarzy mi się...
3. Czasami Rej...
4. Jeśli miałabym spędzić dzień z Rej, to byśmy...
5. Jedna negatywna rzecz w Rej to...
6. Jedna pozytywna rzecz w Rej to...
7. Bez Rej świat byłby...
8. Pewnego dnia Rej...
9. Rej kocha...
10. Przeklej to na swój LJ, niech ludzie pokażą jak bardzo cię kochają/nie kochają.

Tags:

rozmyśliwanie nad sprawami przeróżnymi.

  • Jan. 2nd, 2009 at 10:50 AM
starbuck
Zacznę od tego, że żeśmy z ojcem w te święta stanęli na wysokości zadania. Albowiem mamie wysunął się dysk i leżała w łóżku przez bity tydzień, to z ojcem robiliśmy zakupy, gotowaliśmy, stawialiśmy choinkę, gotowaliśmy, sprzątaliśmy, gotowaliśmy i gotowaliśmy. I zdążyliśmy! :D
Także pomimo maminego cierpienia święta jako tako nam wyszły. Jestem z nas dumna ^^

Sylwester był spoko. Musiałam następnego dnia iść do pracy, więc nie zabalowałam zbytnio. A szkoda.
Mieliśmy sylwestra przebieranego. Byłam Heleną Bonham Carter ze Sweeney Todda. Co prawda nie zmieliłam nikogo tej nocy, ale to z litości. Robić z kogoś paszteciki w sylwestra to lekka przesada. Nawet ja muszę czasami odpoczywać, prawda?

Jak rozpoczęliście nowy 2009 rok? Mam nadzieję, że nie jak ja. Męczy mnie myśl, że rozpoczynanie nowego roku z głową w sedesie nie jest najszczęśliwszym początkiem. Pociesza mnie, że 99% ludzkiej populacji w tym czasie również spędzało czas z głową w wiadomym miejscu.

Dobrego Nowego Roku!

Tags:

the hole

  • Dec. 28th, 2008 at 12:00 AM
shit
what's up with this going out thing? i mean going from party to party every night and trying to pretend that you don't really have a huuuge hangover the next morning?
am i the only one not giving a shit about getting drunk and not spending evening alone every day?
and is this too much to expect from someone close to you the same thing? cause it's not really nice smelling your man and discovering the "wonderful" smell of digested vodka, beer all over again. and having him sleeping all time in your bed while you have to entertain yourself.
it's just boring, frustrating and inconvenient.
if i'm right, why is he not listening?

yeah, i know, it's been a while since i wrote last time. and starting with complaints is not a nicest thing to do. but. but it's bothering me. this awful, old question.
why i am not the most important thing in his life, if he is for me? (or something, you know what i'm talking about)

finding myself being this sarcastic, little, creepy bitch is making me crazy. because i know he now sees me like this. and i just want him to see my feelings. yes, you know think that i probably talk to him like an average woman to her man. but no. my talk is straight. i'm not saying one thing, so he can think other thing that i want him to think. i tell him EXACTLY what is bugging me, and he still a) does not get it b) does not give a shit about it c) he believes i'll forget what i asked him for.

guys, what's with you? can't you just try to LOOK like you care? pretend that you are not hanging out with a bunch containing many cool people, but say you're at home listening to music? and that there are not many interesting, good looking, skinny bitches around you? is that REALLY too much to ask?


people, write to me, what you think. i care about your opinion.
(maybe i'll start writing to some cool paper about stupid human problems and they will pay me for this?)

your loving,
as always,
rej s.


...to be continued.
we'll get back to you with a hilarious christmas story!
so stay in touch!

Tags:

help needed

  • Mar. 19th, 2008 at 6:05 AM
cullen. edward cullen
Poll #1156624
Open to: All, detailed results viewable to: All, participants: 8

What color should my hair be, when I go to London? ^^

View Answers

pink
1 (12.5%)

red
2 (25.0%)

violet
3 (37.5%)

blue-black
2 (25.0%)

bleached
0 (0.0%)

Tags:

tak, wiem.

  • Dec. 17th, 2007 at 1:16 AM
shit
tak, wiem, że jest dwadzieścia minut po pierwszej. w nocy. ale nie mogę spać. znowu. i znowu wracam do punktu wyjścia. myślałam, że już nie będę musiała tu wracać. pisanie jest dla mnie ratunkiem w chwilach słabości. po poznaniu C. myślałam, że już nigdy nie będę musiała tu wracać. a jednak - jestem tu. znów. proszę bardzo, nazywajcie mnie emo, czy cokolwiek, ale tu już nie chodzi o samo słowo. ja po prostu nie potrafię być szczęśliwa. sama wynajduje problemy, idę trudniejsza drogą.  bo uważam, że tak się powinno robić. i powinno się ponosić odpowiedzialność za swoje czyny. obrywam po grzbiecie odkąd pamiętam, nigdy się nie broniłam przed tym, co nadchodzi. a teraz to, co ma nadejść przeraża mnie. boję się kolejnych uderzeń, głodu, smrodu i braku pracy. boję się odpowiedzialności. boję się dorosłości. i nikt mi tego nie ułatwia. ani rodzina, ani przyjaciele, ani na pewno C.
chuj z tym, on i tak to przeczyta. a ja i tak powiem mu to wszystko we wtorek. że się boję. że mam dwie możliwości: cieszyć się i być nikim, albo bać się jak zakatowany kundel i coś w życiu osiągnąć. co się dzieje, kiedy wiecie, że dalej po prostu nic nie ma? że wasza przyszłość po prostu nie istnieje, dopóki sami jej nie zaczniecie? tylko że ja, kurwa, nie chcę zaczynać. to się będzie wiązało z decyzjami, które już teraz mnie przerastają. i tylko ja o nich wiem, tylko ja o tym myślę. i znów nie mam wsparcia.
nie mam pojęcia, jakim cudem przeżyłam pierwszy rok liceum. w pewnym momencie naprawdę chciałam skoczyć i skończyć nędzne życie dziewczyny spychanej ze schodów, tej którą związują paskiem, tej, którą się bije po głowie tak dla zasady. czy każdy ma w życiu jakieś miejsce? jeśli tak, to gdzie znajduje się moje? co ja w ogóle robię? patrzyłam dziś na moją prababcię po udarze w szpitalu i praktycznie czułam zapach śmierci. tych starych, zużytych już ciał. i wyobraziłam sobie, że potem, za tą ciemną kreską nie ma już nic. jednocześnie mnie to przeraziło, ale i uspokoiło. przynajmniej potem może będzie spokój. rozpłyniemy się w słodkim braku istnienia i uśniemy wreszcie. czemu teraz jestem więc tak niespokojna? nie powinno mnie przecież obchodzić, co się ze mną stanie, bo potem i tak niczego nie będzie. ale ja po prostu mam nadzieję. ciągle mam nadzieję, że po tej kresce coś jest i znajdę swoje wymarzone życie. bez chłopaków mówiących: przepraszam skarbie, ale muszę rzucić studia. jestem na nie za leniwy, zrobię sobie pół roku przerwy, o co ci chodzi? przecież poradzisz sobie sama.
ale ja nie poradzę. ja o tym wiem i ty o tym wiesz i wszyscy o tym wiedzą. chciałabym być twarda, ale nie jestem. może to przez złe wychowanie, ale jakie to ma teraz znaczenie? teraz jest już po fakcie. ja rozpadam się już teraz. co zrobię, jak powiem rodzinie, że się wyprowadzam i nie idę na studia przez 2 lata? jak sama dam sobie radę w szkocji? zjedzą mnie tam żywcem, a ja się do nich dołączę, bo nie będę miała pieniędzy nawet na bułkę.
widzisz, o ile byłby łatwiej, gdybyśmy mieli w życiu jakiś wspólny cel? może go mamy i nie widzimy. co nie robi różnicy. nie dam sobie rady bez ciebie. i wszyscy o tym wiemy. nawet moja sąsiadka wie. każdy zobaczy słabego człowieka, jeśli przejdzie koło niego. a ja mam to wypisane na czole. chciałabym być jak LM lub J. byłoby cudnie. miałabym wakacje od siebie.

to nie miało tak wyjść. to nie miało zabrzmieć tak źle.
ja tylko czasami mam dość udawania, że wszystko jest ok.

jakiś shit

  • Oct. 28th, 2007 at 8:30 PM
towels are eevvvil - SPN
What Rej Means

R is for Rare

E is for Extreme

J is for Jealous

my motto, dude :D

  • Sep. 30th, 2007 at 6:04 PM
Amelia

Rej
"I don't suffer from insanity... I enjoy every minute of it..."
'What is your personal life motto?' at QuizGalaxy.com

Tags:

uuu, regularne wpisy! o_O

  • Sep. 28th, 2007 at 10:26 PM
yeah... cookies :D
The second and third day

Wczoraj wstałam około 9 i wyruszyłam do muzeum, odprowadzając wcześniej Zyzzy na zajęcia. National Museum of Scotland to świetne miejsce, świetne i darmowe. Każdy kiedyś powinien się tam udać, można się sporo ciekawych rzeczy dowiedzieć :)
Wróciłyśmy do domu koło 14 i o 18 poszłyśmy na Spacer Dookoła Góry. Trwał trzy godziny i po drodze ogarnęła nas ciemność oraz mżawka. A nóżki zostały cudownie umęczone [daje się słyszeć diaboliczny śmiech].

Dziś miałam spotkać się z Zyzzy w mieście, co oznaczało samotną wyprawę do centrum [tadadadam...] Postanowiłam, aby się nie zgubić, pójść główną drogą. Abbeyhill, Regent road, North bridge i prawie jesteśmy w muzeum! Tia, po ponad godzinie... W drodze powrotnej wybrałam małe uliczki skrótowe i domciu byłam w pół godziny. Debil xD
Wydałam dziś mnóstwo pieniędzy. Usprawiedliwia mnie tylko to, że w Polszcze nie ma takiego stuffu. Ale 30 funtów?! Pozostałe 20 poszło na jedzenie. Dlatego też jutro siedzę definitywnie w domu! Tylko nauka i impreza u Fiony wieczorem. W stylu Hollywoodu ^^

Do jutra, maluchy! :D



Edinburgh welcome to

  • Sep. 27th, 2007 at 10:18 PM
różżż
The first day

Mały Rej w wielkim świecie. Już wiem, gdzie zakończy się moja wędrówka. Tu jest Klimat. Tu żyje WEN.
A oto zamieszczam moje mailowe sprawozdanie z dnia pierwszego na obczyźnie:

W domu bylyśmy koło 19, potem małe zakupy w sklepie niedaleko i do pubu o 21:30. Piwa i drinki mają tu niesamowite! A pub, w którym byliśmy (ja, Zyzzy, przezabawny Kuba, Majka, jej narzeczony Mariusz i jej siostra Klaudyna) był jak nie z tej bajki... cały tak trochę na mroczno: różne kościotrupy, zwierzęta i zarodki w słojach, w toaletach wszystko zbryzgane czerwoną farbą i dobra muzyka, której nie było słychać, bo Szkoci tak głośną dyskutują między sobą, że jeden stolik przekrzykuje drugi.
W samolocie bylło straszno. Naprawdę. Ale sam lot nie był jakiś okropny. Połowę przespałam (znasz mnie :)), a przez większość czytałam Diunę (naprawdę fajna książka ^^). No i siedziałam obok bardzo sympatycznej starszej pary, która mieszka w Edynburgu od 45 roku, bo facet stacjonował tu w wojsku (a są z Gdańska, tak btw xD). Opowiedział mi to i owo o lataniu samolotem, o samej Szkocji, trochę o Irlandii. Byli przemili.
Czekając na bagaż się go nie doczekałam. Nie było go. Po prostu. Przy taśmociągu zostałam na koniec tylko ja i taki Francuz w moim wieku, może trochę starszy. Na koniec, po pół godzinie, okazało się, iż mój bagaż był na innym taśmociągu, a jego bagaż ciągle jest w Paryżu... xD
Teraz siedzę saloniku i piszę do ciebie z laptopa Klaudyny. Od jutra pisać będę z laptopa Kuby. Zjedliśmy na kolację po kawałku szarlotki Klaudyny, była super :)
 

Życzę wam, drodzy Polacy miłej i przede wszystkim CIEPŁEJ nocy, bo ja tu cholernie marznę. Jak tak sobie dłużej to wszystko przemyśliwuję, to chyba wymuszę na Zyzzy wypad zaniedługo do jakiegoś przyjaznego lumpeksu ^^ (przyda mi się jakiś cieplejszy sweterek xD)

Tags:

gram każdego, tylko nie siebie

  • Apr. 6th, 2007 at 7:40 PM
scarlett
Paulina była drobną brunetką, nieśmiałą i naiwną. Lubiła marzyć, więc marzyła i rzadko kiedy żyła dniem powszednim. Pewnego dnia rzeczywistość, wielka zębata potwora, napadła na nią. Przygniotła do ziemi i omiatając dziewczynkę smrodliwym oddechem, przestrzegła, iż jest brutalna oraz że następnym razem dziewczynka będzie jakoś musiała się bronić. Inaczej bowiem ta rozszarpie ją na strzępy. Gdy niebezpieczeństwo oddaliło się truchtem w poszukiwaniu innego dziecka, Paulina wstała i pobiegła do domu, by w spokoju obmyślić plan działania.
Po długich rozważaniach doszła do wniosku, że jedynym sposobem na obronę przed tą straszliwą Rzeczywistością będzie wyjście z siebie. I wyszła. Stanęła obok, spojrzała na starą skorupę, po czym bez słowa zaciągnęła ją do szafy. Na twarzy Rej pojawił się szeroki uśmiech. Nagle zniknęła gdzieś wcześniejsza nieśmiałość, pewna mina zastąpiła jąkanie, włosy wydłużyły się i zrudziały, waga zaś najchudsze lata miała już za sobą. Nie, to nie tak. To nie jest jedna z tych bajek, gdzie z dobrej dziewczynki wychodzi zła i niszczy wszystko wokół. Nie jest pasożytem, ani niczym w tym rodzaju. Tasiemcem tym bardziej nie. Raczej wcale-nie-wiem-czy-dobrym-wyborem. Bo gdzieś podczas przemiany Rej zagubiła samą siebie. Szukała jej potem długo i bezskutecznie. Pewnego razu zajrzała do szafy, by jak zwykle popatrzeć przez chwilę na swą starą skorupę i znalazła na dnie tylko pył. Nie zostało jej już nic z przeszłości, jako że pamięci o tym, co było przez "odskorupieniem", nie zachowała. Mimo to jednak, starała się myśleć, że wszystko jest w porządku. Przynajmniej Rzeczywistość trzymała się na dystans i nie musiała czuć jej smrodu. Pewnego dnia jednak poczuła, że coś jest nie tak. Po ponad roku coś zaczęło pękać. Nie, nie kolejna skorupa. Coś.
Rej zauważyła, że nie potrafi być sobą. To znaczy czuła, że nie jest sobą. A widziała, że w stosunku do różnych osób przyjmuje różne osobowości, zachowuje się inaczej. I coraz mniej jej się to podobało.
Przy znajomych wesoła i otwarta, w stosunku do obcych nieufna i sceptyczna. Czasem przy nowo poznanych ludziach była przyjemną wariatką i maniaczką nałogów, przy fajnych facetach skromną i słodką dziewczyną. Nie czuła w tym siebie, w ogóle samej siebie poczuć nie umiała. Chyba naprawdę utraciła gdzieś siebie - po drodze do bycia idealną dla każdego. Siedziała więc całymi dniami na podłodze i wpatrywała się w słoik stojący przed nią. W słoik pełen gwiezdnego pyłu. I ciągle miała nadzieję, że jednak da się odwrócić czas.

~~*~~

Hm, taak, nie wiem, co powiedzieć, szczerze mówiąc. Jest to mój pierwszy tekst od dawna. Musze się wyrobić odrobinę, by móc wystartować w Lunatycznym Fikatonie. Jednocześnie po prostu czuję się nieswojo. Nadchodzi wiosna, a przynajmniej próbuje i czuję się coraz dziwniej. Tak dużo sie zmieniło, odkąd poszłam do liceum, że aż trudno w to uwierzyć. Czasami się nie poznaję. Nic dziwnego, że ostatnio podczas nocnej wizyty w łazience przestraszyłam się własnego odbicia, będąc święcie przekonana, iż to jakaś strzyga tam na mnie czyha. Szkoda gadać. Moje serce czuje wiosnę. Kurwa jego mać. I czekolada.

umpa umpa

  • Mar. 20th, 2007 at 3:04 PM
Amelia
Nanana... już mam dość. ileż można siedzieć w domu?
Ale przynajmniej wygraliśmy pierwszy etap Odysei ^^
Niech mi ktoś powie, co to są baterie H? i to jeszcze 3v
Cooo by tu, co by tu... aaa, no tak. POTRZEBUJĘ MODELI. tia, to było ogłoszenie.
W politykę już nawet nie patrzę, to tragedia, wszystko się odwróciło na lewą stronę i ma zamiar tak zostać. kit z tym.
Biorę się za coś poważnie. powiedzcie mi tylko, gdzie mogę w Gdańsku kupić składniki ciemni? np. chemię, albo papier do wywoływania?

nanana, świat się kręci. jeszcze.

bo ja. bo ja teraz.

  • Jan. 23rd, 2007 at 8:47 PM
red-fingers
pod paznokciami czyjaś skóra zasycha.
nudno mi. nudno mi. nudno mi. ba.
wpadłam w rytm.
nuda.
nuda.
nuda.
i ty.

nie wiem. nie wiem. co się dzieje?
kto ogrzeje. zimne stopy. zmarzły. z tego co wiem. dawno.

mówię. piszę. mówię. zamiennie.
rutyna. obrzydliwa nuda.
czekam tej ostatniej chwili. wolnych dni. kiedy będę. kiedy ja. wolna.
kiedy twoje. twoje palce. kiedy ty. kiedy mnie natchniesz.
odwlekam zaczęte chwile. ciągliwa legumina. l-e-g-u-m-i-n-a. sio.

patrzę na. na ciebie. kochanie. gładko przychodzi. myślenie. nie-ma.
lomo. lomoświat. rozmazane g-ó-w-n-o.
pierzyna śniegu. puch. buch!

czekam. oczekuję. no już. no raz-dwa-trois.
ciągle. zamiennie. prawe-lewe. chwytne odnóże.
odnudzać chcę. odnudzać mnie. już.



EDIT

i co. co ja mam robić.robić mam. mam nie-mam.
romantyczna postać. nie nie ja. ja dziś nie rozumiem.
zamazany twój dymek tekstowy. nie mogę. nie dziś.
a chciałabym. rozczytać wargi twoje. twoje nie-moje.

czekać. poczekam.

once upon a time...

  • Jan. 8th, 2007 at 12:52 PM
yeah... cookies :D
Hell yeah... it will be a story. Not a nice story though.

Tak naprawdę, to chciałam napisać o pewności siebie.
...której nie posiadam. To nie pewność siebie, od razu odpowiadam na niewypowiedziane jeszcze: co ty pleciesz, mały debilu!, u mnie to jedynie kwestia głupiej odwagi. Tego, że kiedy czuję ogień pod stopami i wiem, że mam innego wyjścia, rzucam się i robię wszystko, co mogę. Nawet jeśli ma to być ostatnia rzecz w życiu. Tylko dlatego w sumie mam teraz W., moją arkadię. Hm, ale każdy głupi ma w końcu szczęście. Ale parafrazując Pratchetta: w końcu może NAPRAWDĘ być na końcu; na samiuśkim  koniuszeńku twojego życia, czy też świata. Średnio więc to pocieszające jest.
Inna sprawą jest to, że pewność siebie się nabywa z czasem. Jedni na starcie mają jej więcej i jest im, bądź co bądź, trochę łatwiej, a inni mają jej mniej, ale jakoś sobie radzą. Ja pierwszy zastrzyk p.s. dostałam na początku liceum, od czegoś przecież musiałam zacząć. Drugi otrzymałam w momencie, kiedy żegnałam się ze swoim dziecięctwem i wyimaginowanymi miłostkami (połowa pierwszej klasy liceum). Trzeci był w wakacje, kiedy musiałam się zmagać z własnymi demonami. Raz, dwa, trzy i leżysz. Już więcej nie dostanę. A nadal nie potrafię zarejestrować się do przychodni telefonicznie, bo boję się pielęgniarki po drugiej stronie kabla. Nadal mam kłopot z tym, żeby spytać obcych ludzi w kolejce: kto był ostatni do dr. G.?
Teraz przyszła pora na głupią odwagę, już do końca będę na niej jechać. Jakikolwiek by ten koniec nie był.

Albo o zdolności wyrażania samego siebie w różnych sytuacjach.
Znam ludzi, którzy na codzień są po prostu niesamowici. Pełni wiary w siebie, kolorowi od wewnątrz (czasami jak się niespodzianie wyłączy światło, to świecą), po prostu full of emotions and good energy. Aż przychodzi dzień, kiedy muszą się zmierzyć sami ze sobą. Spotkać z miłością, zdać egzamin, zrobić coś, czego normalnie się nie robi i nagle stają się małym owieczkami, szukają pomocy u przyjaciół, wsparcia, podpowiedzi. Z kolei owieczki na codzień, w ekstremalnych sytuacjach zmieniają się kolorowe herołsy. Ciekawe.

Zastanawia mnie też dziwny sposób zmieniania siebie samego w razie różnych potrzeb.
A to dla przyjaciółki nagle stajesz się niesamowicie wielkim uchem, będącym w stanie wysłuchać wszystkich jej żalów. To dla chłopaka z kolei jesteś słodka jak landrynka i w ogóle kleisz się jak jakiś glut. Dla klasy wesoła, ale lekko przymulona; dla przyjaciół - wulkan energii. W domu, kompletna ślamazara, nieodpowiedzialna bycz. Przyjrzyjcie się sobie, zobaczcie, macie tak samo.

Podsumowanie: ludzie są śmieszni. pij więcej mleka. dużo się uśmiechaj i jeszcze więcej pisz na LJ, żebym miała co czytać.

Fikaton rozpoczęty

  • Jan. 3rd, 2007 at 7:58 PM
sex god
Dzień pierwszy

Tytuł: Kiki
Fandom: Świat Haruki Murakamiego - Przygoda z owcą (ksiażka)
Występują: przeciętny japończyk (według Murakamiego)
Spoilery: brak
Ilość słów: 330
Prompt:  1 William Butler Yeats, "Poeta pragnie szaty niebios”


( Kiki )


Dzień drugi

Tytuł: Kot
Fandom: Świat Janet Fitch - Biały oleander (książka)
Występują: Astrid (córka) i Ingrid (matka) Magnussen
Spoilery: brak
Ilość słów: 509
Prompt: 2


(Kot - pod Kiki)



Dzień trzeci


Tytuł: Chwościk - czyli miłości chadzają trójkami
Fandom: Świat Kubusia Puchatka
Występują: Kłapouchy, oraz gościnnie: Prosiaczek, Pan Sowa i Tygrysek
Spoilery: brak
Ilość słów: 340
Prompt: 3

Pierwsza miłość z wiatrem gna,
z niepokoju drży,
druga miłość życie zna
i z tej pierwszej drwi,
a ta trzecia jak tchórz
w drzwiach przekręca klucz
i walizkę ma spakowaną już

Bułat Okudżawa

(Chwościk)

Dzień czwarty

Tytuł: Ghul
Fandom: Supernatural
Występują: Sam&Dean
Spoilery: brak
Ilość słów: 654
Prompt:  4

(Ghul - pod Chwościkiem)

tzw tabu

  • Dec. 22nd, 2006 at 9:37 PM
niebieskie włosy - smurfffy!
Dziś, drogie dzieci, porozmawiajmy o seksie.
Można powiedzieć, że tak w skrócie wyglądała dziś rozmowa, jaką przeprowadziłyśmy z moją elitarną paczką świrów. W sensie - panna Sharon oznajmiła, iż nie możemy być tak pruderyjne, jak jesteśmy i powinnyśmy ze sobą rozmawiać o niektórych rzeczach związanych z seksem. Argumentacją było to, że jak zaczniemy coś w tym kierunku robić, to może nas napaść "poczucie szmaty" (z powodu: a)przekonania, że to za szybko się dzieje b)że inne dziewczyny tego jeszcze nie robiły itp), a to uczucie z kolei wywołane jest przez stereotypy, jakie rządzą światem (a rządzą z powodu mężczyzn).
Panny moje pokręciły noskami, no ale rozmowa doszła do skutku. Co prawda ciągle jakoś zbaczałyśmy z tematu w jedną, czy drugą stronę, ale się udało. O dziwo.
Jednym z tematów było: czemu jak dziewczyna zrobi loda facetowi po 2 tyg bycia ze sobą, to jest łatwa, jest dziwką i szmatą, a jak facetowi dziewczyna zrobi loda (na tych samych warunkach), to on jest "po prostu tak niesamowity, że żadna mu się nie oprze i po prostu tłumy walą do jego rozporka"? Niby jesteśmy demoktratycznymi i równouprawnionymi ludźmi, a te stereotypy i tak rządzą naszymi poglądami. To jest straszne. Bo przecież gdyby nie kobiety, to ludzkość by wyginęła. Kiedyś byłyśmy czczone jako dawczynie życia i każda nasza fałdka tłuszczu była boską fałdką. A teraz żeby zostać zaszczyconą spojrzeniem choćby dresa, trzeba choć w małym procencie przypominać wciąż świecący badyl drzewka bożonarodzeniowego, znaleziony na strychu pół roku po świętach. Jednym słowem można to określić: bieda z nędzą.
Ludzie, jeśli tylko chcecie, kochacie się, darzycie jakimś głębszym uczuciem - uprawiajcie seks, róbcie sobie dobrze i nie patrzcie na innych, bo po co?
Ladies, do was jeszcze jedno słowo. Nigdy nie jesteście szmatami, a przynajmniej nie powinnyście się tak czuć (chyba, że pieprzycie się z dziesięcioma kolesiami po kolei, ustawionymi do was w kolejce).

Buziaki, red.

tylko rękawiczki, empik i ja

  • Dec. 20th, 2006 at 8:18 PM
snape - ooouch
Yntelygentnie wstałam dziś zbyt wcześnie, zbyt wcześnie wyszłam na autobus i zdecydowanie za krótko stałam w korku, w wyniku czego w Gdańsku Gównym byłam już o 9 z minutami... Tia. I niech mi ktoś do cholery powie, co tam można bezpłatnie wyczyniać przez, bez mała, dwie godziny, to ręce mu wycałuję. Bo ja przez pół godziny (zaledwie) kupowałam jeden prezent, drugiego nie dostałam i przez pół godziny łaziłam po mieście, nudząc się jak stara łasica.

Po czym mnie olśniło: empik! Polazłam tam, najszybciej, jak na to glaniki pozwoliły i rozsiadłam się wygodnie na, wyprofilowanej przez inne tyłki, niebieskiej kanapce. Po drodze do owej kanapki złapałam z półobrotu [i]Kronikę ptaka nakręcacza[/i]. Wytrzymałam godzinę. Przeczytałam 50 stron. Czemu tak mało? Ano, między innymi dzięki pewnemu chłopcu, który nerwowo chichotał obok z jakiegoś komiksu, robił to coraz głośniej i głośniej, aż w końcu perfidnie pochylił się, żeby odcyfrować, co ja czytam. Jednym słowem - Iryt. Drugą sprawą było ciagłe podenerwowanie tym, że JA się NUDZĘ. Nie zdarzyło mi się to od dawna i wydawało bardzo anormalne, w stosunku do mojej osoby.

Następnie fatalnie zmarzłam, czekając pół godziny na trambaj i łapki uratowały mi, odnalezione przypadkiem w torbie, dziurawe rękawiczki. Ulga była na całego. Aż się szczerzyłam do co fajniejszego przechodnia xD

Ja - ja dziś, czytałam, kupowałam, dotleniałam się, łaziłam, nudziłam się i czekałam. Teraz piekę kolejny bilion ciastek. I mimo że jestem totalnie wykończona, to jednak szczęśliwa.

Nowy początek

  • Dec. 18th, 2006 at 10:04 PM
red-fingers
Tia. Nowy blog. Tu zacznę wszystko od początku.

Czyli np: skąd się wziął Rej, czemu jest taki Rejowaty i z jakiego powodu za cholerę nie może pić wódki. (Jeśli macie inne pytania, to proszę, zadawajcie je tutaj, a odpowiem na wszystkie :P)

A tak na poważnie. Doszłam do wniosku, że nie ma żadnego sensu ciągnąć tamtą stronę przez następne miesiące, skoro tak wiele się zmieniło. Skoro nic już nie jest takie, jakie było, a Rej jest szczęśliwy i hasa pod nieboskłon. Także tu będzie inaczej. (a starego bloga nie kasuję, bo może sama będę chciała tam sobie zajrzeć i powspominać, jaka to byłam zjebana xD).

Branoc i życzę sobie wszystkiego najlepszego na Święta.
A co mi tam,wam też: magicznych, nie-śnieżnych Świąt :P